RU| UA| PL|

+38 097 518 51 06

+38 095 922 27 65

info@sokolyne-gnizdo.com.ua

Jak powstały Karpaty

Kiedyś na naszej ziemi była ogromna równina, końca-kraju której nie było widać. Równina zieleniała jedwabnymi trawami, wiecznozielonymi smrekami i choinami, potężnymi bukami i jesionami, brzostami i topolami, po dolinie ciekły ruczaje i rzeczki, bogate drobną i dużą rybą. Władcą doliny był wielkolud na imię Syiłun. Kiedy szedł Syłun , od jego kroków ziemia wzdrygała się.
Opowiadają, że Syłun był dobrym gospodarzem. Miał mnóstwo domowych zwierząt . Stada krów i byków, owiec, tabuny koni, stada bawołów i świń wypasały się na łąkach, brodziły po lasach. A ptaków ! Tysiące kaczek i gęsi pływało w stawach , mnóstwo kur gdakało na fermach. Żył ten władca w przepięknym pałacu z białego marmuru, z wysokimi iglicami, które osiągały chmar. Pałac był zbudowany na pagórku, nasypany ludzkimi rękami. Było tam tyle pokojów, że łatwo można było zabłądzić się . A w pomieszczeniu – nieliczona iłość dóbr! W nocy Syłun sypiał w złotej kołysce, wyścielonej drogimi dywanami. A w dnień on lubił odpoczywać w srebrnym fotelu. Na szerokiej dolinie służącego obrabiały ziemię, chleb hodowały, za zwierzętami doglądały, ptaka karmiły. Ludzie męczyli się, od dnia do nocy pracowali i przymnożali bogactwa Siłuna. Służące żyli nie w pałacu, a daleki od jego, w drewnianych zrębach i ziemiankach. Nie chciał gospodarz, żeby w świetlicach śmierdziało gnojem czy ludzkim potem. Ani mężczyźni, ani kobiety, ani ludzie niemłodego wieku, ani młodzież nie śmieli porzucać posiadania Syłuna i iść w poszukiwaniu lepszej pracy.Muszieli żyć i umierać w niewoli . br/> Wśród służącej pracował u Syłuna jeden chłopiec na imię Karp Dnieprzański, który przyszedł tu z brzegów Dniepru. On poszedł podróżować jeszcze w dziesięcioletnim wieku: szukać szczęścia, ponieważ ojciec umarł, a matka żyła biednie i on chciał jej pomóc. Służył Karp rok, drugi, piąty. Jak i wszystko, kosił trawę, orał i siał pszenicę i owies, zbierał chleb. Nie tylko za się pracował, a jeszcze i drugim pomagał. Polubiły jego wszystcy. Za uczciwość, sprawiedliwość, pracowitość. Karp nienawidził tych, że panu nisko kłaniał się, do samych odnóż. Ciężko jemu było widzieć, jak Sułyn wszystko zabiera, a naród głoduje.
Kiedy Karpu wypełniły się 20 lat, on zdecydował się wrócić się do domu. Był pewny, że za doskonałą pracę pan jemu zapłaci, i on wróci do domu do matki nie z pustymi rękami. I tylko o tym i myślał. Wszystko myślał, jak z panem porozmawiać o rozliczeniu. Pewnego razu w nocy on wyszedł do podwórza. On szedł obok domków i zobaczył przypadkowo jakiś cień. Szybko poznał on Syłuna . Ten wyszedł popatrzeć, jak bydło noczuje, czy wszystko w porządku . Karp pomyślał, że nastał czas porozmawiać z panem.
Kiedy Siłun podszedł bliżej, Karp dał o siebie znać kaszlem.
- Po co ty tu, Karp? - spytał Syłun , poznawszy chłopca. - czy Nie dziewczynę wyglądasz?
- Nie, nie dziewczynę, - odpowiada Karp, - a was, światły pan. Należy z wami porozmawiać. Służyłem wam uczciwie i długo, lecz należy do domu powracać, żeby matką żywą zastać. Płacę za służbę chcę poprosić. Syłun najpierw pomyślał, że służący żartuje , ponieważ nikt jeszcze nie decydował się pójść od jego. Ta i płacy nikt nie wymagał. Lecz Karp nie myślał odstępować.
- uczciwie służyłem, światły Panie . I moja praca, myślę, cokolwiek kosztuje.
- Donikąd nie pójdziesz! - rozgniewał się pan.
- już znam, kiedy i gdzie moi służący muszą chodzić.
- pójdę, pan! - nalegał Karp. - Tylko jeszcze raz musi wam powiedzieć, że moja praca coś kosztuje. To była już niesłychana impertynencja, której pan przebaczyć nie mógł.
- Tam, pod ziemię ciebie puszczę! - rozgniewał się on, pokazując palcem na dół i nasuwając się na chłopca. Tam będzie twoja opłata. Lecz chłopiec nie cofnął się nie na krok.
- Za moją pracę, pan, zdarzy się płacić, - jeszcze raz pryzpomniał, jak gdyby nie słysząc zagrożeń pana. Ta odpowiedź jeszcze więcej rozgniewała pana. On wrzał tak, że oczy przekrwiły się, a z ust ogień wyszedł . Uchwycił on Karpa swoimi silnymi rękami, podjął i uderzył nim o ziemię. Uderzył tak, że jama utworzyła się. Lecz służący podniósł się na odnóża i odczuł w sobie niezwyciężoną siłę - to, na pewno, ziemia podarowała jemu za to, że pracował na niej. Uchwycił Karp Syłuna, udarzył nim o ziemie, potem jeszcze raz, i jeszcze. Nie wytrwała ziemia tych ciosów, rozłupała się. I okazał się pan w podziemnej jaskinii, do której chciał zagnać służącego. Lecz nie potrafił wybrnąć na zewnątrz - ziemia zamknęła się i niemożliwie było znaleźć żadnego pęknięcia
Wtedy Syłun zastosował swoją siłę. Udarzył nogą do ziemskiej kory - ona wygięła się, lecz nie otworzyła się.Udarzył drugi raz - wygięła się jeszcze więcej, ale i to nie pomogło. Próbował głową przebijać, ramionami nacisną - daremnie. Lecz od jego ciśnienia na ziemi góra za górą utworzyły się, i czym więcej Siłun bił, tym powyżej wzbierały góry naokoło. A najsilniej bił tam, gdzie Guculszczyna - tam i góry najwyższe. Rankiem, kiedy obudzili się wszyscy służący i zobaczyły, co się stało , bardzo zdziwiły się. Wokół góry, a tam, gdzie był pałac - nic nie pozostało. Raptem spod ziemi buchnęła woda, wypełniła przepaść w miejscu byłego pałacu. Dziwili się ludzie, zebrały dużą radę, jak żyć dalej. Rozstrzygnęły w tym kraju i pozostać. Jezioro nazwały Synewyrskim , ponieważ było niebieskie, jak niebo. A góry nazwały na cześć Karpa - Karpaty. Ludzie zaczęli żyć po nowemu. Jedni pozostały na równinie, drugie poszły do gór. Orały, siały, chleb hodowały, bydło doglądały. Nauczyły się lasy rąbać, w domu budować. Mówią, że Syłun i teraz nie ucichł pod ziemią, probując wyjść na zewnątrz, lecz już nie wyrzucał nowe góry, ponieważ stary stanął. I już nie wyjść jemu na wolę